TGD - day 6 & 7
Hej motylki!
Jeśli chodzi o wczorajszy dzień no to nie było ciekawie... Zjadłam ok. 1500 kcal. Jeszcze pół roku temu cieszyłoby mnie to, bo to w końcu zdrowa liczba kalorii na redukcji wagi. Jednak nie teraz. Tym bardziej, że źródło tych kalorii było obrzydliwe! Bułka z nutellą, makaron z brokułami, chałwa, płatki, jogurt, muesli. Nie chcę tego liczyć, naprawdę. Przepraszam, tych kalorii mogło być pewnie i więcej... Obudziłam się rano, zjadłam śniadanie z tatą, przy czym on cały czas żartował. Dlatego skupiłam się bardziej na rozmowie z nim i nieumyślnie zjadłam to czego nie powinnam... Planowałam zjeść jedynie obiad, bo to wiem, że nieuniknione, jemy go zawsze całą rodziną. Rano ważyłam 72,5 kg, co oznacza, że zgubiłam już 3 kg od poprzedniej niedzieli. Jednak nie wiem jak teraz, mogło to ulec zmianie :)))))
---------------------------------------------------------------------------------------
Niedziela
Moja siostra przyniosła jakieś kanapki z wydarzenia sportowego na którym była i chciała żebym spróbowałam chociaż gryza. Ona wie co nieco o moich 'problemach', jednak nie wie wszystkiego. Myśli jedynie, że nie jem słodyczy, zjadam ok. 1000 lub więcej kalorii dziennie. Gdy gryzłam tego kęsa (miał pewnie ok 30 kcal) ona powiedziała, że gadała z moim wf-istą z podstawówki, pytał się co tam u mnie, gdzie jestem w liceum I CZY SCHUDŁAM... Momentalnie chciałam wypluć zawartość mojej buzi... W każdym razie automatycznie powiedziałam, że kanapka mi nie za bardzo smakuje... Tak w podstawówce z pewnością wyglądałam gorzej niż dzisiaj, jednak i tak mimo tego nadal jest źle... Na szczęście moja szyszka jest kochana i powiedziała, że tak i to mega dużo. Ona tak uważa... Jednak prawda jest taka, że nieco mnie wyciągnęło jednak nie jest perfekcyjnie...
Teraz jednak moja motywacja do niejedzenia jest maksymalnie duża :)
Muszę zmienić trochę kalorykę w weekendy z tą w tygodniu, np w ten wtorek nie potrzebuję 900 kcal, a w weekendy jestem pod kontrolą rodziców. We wtorek zrobię sobie fast, bo stęskniłam się za tym. Dzisiaj więc zjadłam nieco więcej, tym bardziej, że nie chciałam zrobić za dużego przeskoku z soboty.
Jeśli chodzi o plusy sobotniego bilansu... Poczułam dzisiaj głód! W końcu! Jutrzejszy plan - 500 kcal.
Jeśli chodzi o wczorajszy dzień no to nie było ciekawie... Zjadłam ok. 1500 kcal. Jeszcze pół roku temu cieszyłoby mnie to, bo to w końcu zdrowa liczba kalorii na redukcji wagi. Jednak nie teraz. Tym bardziej, że źródło tych kalorii było obrzydliwe! Bułka z nutellą, makaron z brokułami, chałwa, płatki, jogurt, muesli. Nie chcę tego liczyć, naprawdę. Przepraszam, tych kalorii mogło być pewnie i więcej... Obudziłam się rano, zjadłam śniadanie z tatą, przy czym on cały czas żartował. Dlatego skupiłam się bardziej na rozmowie z nim i nieumyślnie zjadłam to czego nie powinnam... Planowałam zjeść jedynie obiad, bo to wiem, że nieuniknione, jemy go zawsze całą rodziną. Rano ważyłam 72,5 kg, co oznacza, że zgubiłam już 3 kg od poprzedniej niedzieli. Jednak nie wiem jak teraz, mogło to ulec zmianie :)))))
---------------------------------------------------------------------------------------
Niedziela
Moja siostra przyniosła jakieś kanapki z wydarzenia sportowego na którym była i chciała żebym spróbowałam chociaż gryza. Ona wie co nieco o moich 'problemach', jednak nie wie wszystkiego. Myśli jedynie, że nie jem słodyczy, zjadam ok. 1000 lub więcej kalorii dziennie. Gdy gryzłam tego kęsa (miał pewnie ok 30 kcal) ona powiedziała, że gadała z moim wf-istą z podstawówki, pytał się co tam u mnie, gdzie jestem w liceum I CZY SCHUDŁAM... Momentalnie chciałam wypluć zawartość mojej buzi... W każdym razie automatycznie powiedziałam, że kanapka mi nie za bardzo smakuje... Tak w podstawówce z pewnością wyglądałam gorzej niż dzisiaj, jednak i tak mimo tego nadal jest źle... Na szczęście moja szyszka jest kochana i powiedziała, że tak i to mega dużo. Ona tak uważa... Jednak prawda jest taka, że nieco mnie wyciągnęło jednak nie jest perfekcyjnie...
Teraz jednak moja motywacja do niejedzenia jest maksymalnie duża :)
Muszę zmienić trochę kalorykę w weekendy z tą w tygodniu, np w ten wtorek nie potrzebuję 900 kcal, a w weekendy jestem pod kontrolą rodziców. We wtorek zrobię sobie fast, bo stęskniłam się za tym. Dzisiaj więc zjadłam nieco więcej, tym bardziej, że nie chciałam zrobić za dużego przeskoku z soboty.
Jeśli chodzi o plusy sobotniego bilansu... Poczułam dzisiaj głód! W końcu! Jutrzejszy plan - 500 kcal.
Niedziela:
-obiad mamy (indyk, trochę ziemniaków, sałatka) - 350 kcal
- kanapka z twarożkiem - 120 kcal
- jogurt - 120 kcal
590 kcal

Pytanie nauczyciela było kompletnie nie na miejscu. Zero taktu.
OdpowiedzUsuńPowiedziałam to raz, ale się powtórzę - uczymy się na błędach :D
Czuję się jakbym Cię osaczała teraz XD Przepraszam! ;)
Buziaki
Oj kochana ;c zjadłaś więcej niż zwykle więc prawdopodobnie czułaś się z tym źle, może miałaś wyrzuty sumienia, może masz nadal.. Ale pamiętaj , że uczymy się na błędach , które zdarzają się każdemu. Każdy ma wzloty i upadki. Ale jest duże prawdopodobieństwo, że następnym razem w okoliczności zamiaru albo nawet w trakcie jedzenia większej ilości jedzenia przypomnisz sobie jak okropnie się czułaś przez to, jak Cię to zasmuciło i może pomoże.
OdpowiedzUsuńAby następnego dnia ładnie wrócić do normalności. Tobie to się udało. Jesteś dzielna motylku.
Powodzenia ❤