Chwilowa przerwa - wracam w poniedziałek!
Hej kochane!
Tak jak mówi tytuł - wracam w poniedziałek, za nie długo pojawi się u mnie rodzina, która zostaje do poniedziałku. Wszystko to z powodu komunii brata, będę dzieliła pokój z dwoma kuzynkami, co równa się temu, że nie dam rady pisać tutaj postów przez kilka dni :/
Oczywiście, nie zaprzestaję diety! Będę starała się jeść jak najmniej. W poniedziałek odezwę się tutaj z podsumowaniem weekendu. Wczorajszy i dzisiejszy bilans mnie dołują... Nie zjadłam tyle ile chciałam, mama ma wolne i nagle wszyscy zaczęli interesować się moimi posiłkami. Staram się wybierać małe porcje, pozbywać się jedzenia, ale jest trudniej... Mam nadzieję, że w końcu im minie, po za tym halo... Nie mam niedowagi xd Moja waga wręcz wymaga zrzucenia paru kilo. Nie wchodzę na wagę - boję się. Boję się zapachu jedzenia, czując teraz zapach pieczonego ciasta, które robi mama jest mi niedobrze. Czuję jakbym tyła...
Mam dość, nie chcę widzieć luster. Niech ta komunia minie... Będę silna, chociaż z moją samooceną i samopoczuciem jest źle :( Znowu kłamstwa, udawanie, że wszystko w porządku. Rano myślę o tym, że chcę aby dzisiejszy dzień minął. Od poniedziałku chyba zacznę jakąś rozpiskę diety, wakacje są meega blisko. A ja jestem w dupie... Matko, mam nadzieję że przez wczorajsze 700 kcal i dzisiejsze 600 nie przytyję, proszę.
Przepraszam za te nieco pesymistyczne słowa, idę posprzątać pokój - wezmę się w garść. Wszystko zależy ode mnie.
Trzymajcie się kochane - walczcie dalej! Do zobaczenia!
Tak jak mówi tytuł - wracam w poniedziałek, za nie długo pojawi się u mnie rodzina, która zostaje do poniedziałku. Wszystko to z powodu komunii brata, będę dzieliła pokój z dwoma kuzynkami, co równa się temu, że nie dam rady pisać tutaj postów przez kilka dni :/
Oczywiście, nie zaprzestaję diety! Będę starała się jeść jak najmniej. W poniedziałek odezwę się tutaj z podsumowaniem weekendu. Wczorajszy i dzisiejszy bilans mnie dołują... Nie zjadłam tyle ile chciałam, mama ma wolne i nagle wszyscy zaczęli interesować się moimi posiłkami. Staram się wybierać małe porcje, pozbywać się jedzenia, ale jest trudniej... Mam nadzieję, że w końcu im minie, po za tym halo... Nie mam niedowagi xd Moja waga wręcz wymaga zrzucenia paru kilo. Nie wchodzę na wagę - boję się. Boję się zapachu jedzenia, czując teraz zapach pieczonego ciasta, które robi mama jest mi niedobrze. Czuję jakbym tyła...
Mam dość, nie chcę widzieć luster. Niech ta komunia minie... Będę silna, chociaż z moją samooceną i samopoczuciem jest źle :( Znowu kłamstwa, udawanie, że wszystko w porządku. Rano myślę o tym, że chcę aby dzisiejszy dzień minął. Od poniedziałku chyba zacznę jakąś rozpiskę diety, wakacje są meega blisko. A ja jestem w dupie... Matko, mam nadzieję że przez wczorajsze 700 kcal i dzisiejsze 600 nie przytyję, proszę.
Przepraszam za te nieco pesymistyczne słowa, idę posprzątać pokój - wezmę się w garść. Wszystko zależy ode mnie.
Trzymajcie się kochane - walczcie dalej! Do zobaczenia!

Emmo, jesz bardzo mało, dlatego nie martw się - chudniesz w oczach zapewne. Może staraj się jeść przy rodzicach? Wtedy zauważa, ze jest ok :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, ze wkrótce odzyskasz humor. Trzymaj się ;3
Kochana, wyższy bilans od czasu do czasu tylko pomaga, rozrusza metabolizm. Jedz na oczach rodziców, przygotowuj sałatki przy nich, itp. i jedz je. Sałatki, do póki nie dodasz tuczących dodatków, możesz zjeść całą masę, więc możesz, np. przygotować sobie porcję o danej kaloryczności i przez cały dzień podjadać.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się, Słońce.