11 V
Witajcie motylki!
Bisti, jestem w 1 klasie. Mam nadzieję, że jakoś się uda zżyć... Męczy mnie to ciągłe słuchanie szyderczych śmiechów, kiedy komuś coś źle pójdzie, ciągłego obgadywania. Gorzej niż dzieci...
Dzisiaj może i nie zjadłam samego zdrowego jedzenia, jednak według mnie bilans jest naprawdę w całkiem porządku. Pokazało mi to, że jak się chce to się da, nawet przy zjedzeniu niezdrowej rzeczy nie trzeba zawalić całego dnia!
Na śniadanie zjadłam jogurt z jabłkiem. Po szkole oczywiście jak zawsze wszyscy stwierdzili, że chcą iść do McDonalda... Miałam przygotowaną wymówkę, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie będę przesadzać, nie muszę przecież jeść. Zamówiłam sobie iced latte z odtłuszczonym mlekiem, już wiem co teraz będę zamawiać! Całość miałam pewnie ok.20 kcal. W domu z okazji urodzin brata mama zamówiła pizzę... Wszystko chyba chce abym się poddała, ja jednak myśląc o nadchodzących wakacjach ukroiłam sobie połowę kawałka (policzyłam go jako 300 kcal). Może to i pizza, ale na szczęście nie zjadłam jej za dużo.
Teraz przez moment czułam się jednak jak największy grubas świata... Mam aparat ortodontyczny, więc staram się nie żuć gum do żucia, wzięłam sobie z szafki kuchennej miętówkę, ma 15 kcal. I oczywiście jakoś niezdarnie uderzyłam tą landrynką w zamek, który oczywiście się urwał... Czuję się grubo, wszystkiemu winne jedzenie i moje głupie zachcianki. Niby doklejenie tego zamka kosztuje 50 zł, ale to zawsze głupio wydane pięniądze. A po za tym wizytę mam dopiero za dwa tygodnie, więc nie wiem czy przekładać, czy jakoś już przeczekać... I co powiem ortodoncie? No jestem słaba i gruba, zepsułam sobie zamek bo zachciało mi się jeść cukierków... Plus jest taki - nie wiem czy będę jeszcze sięgać kiedykolwiek po landrynki - oficjalnie źle mi się kojarzą.
Dzisiaj może jeszcze się pouczę, mam sporo rzeczy na kolejny tydzień, a nie chce zostawiać wszystkiego na niedzielę. Robię sobie wyzwanie! Chcę aby był to mój pierwszy weekend, w którym nie będę żałować, że zjadłam czegoś za dużo i skończę z przyzwoitymi bilansami. Chce pokazać sobie, że tak się da!
Odebrałam dzisiaj te pastylki wspomagające odchudzanie, mam nadzieję że będą działać!
Do jutra!
Bisti, jestem w 1 klasie. Mam nadzieję, że jakoś się uda zżyć... Męczy mnie to ciągłe słuchanie szyderczych śmiechów, kiedy komuś coś źle pójdzie, ciągłego obgadywania. Gorzej niż dzieci...
Dzisiaj może i nie zjadłam samego zdrowego jedzenia, jednak według mnie bilans jest naprawdę w całkiem porządku. Pokazało mi to, że jak się chce to się da, nawet przy zjedzeniu niezdrowej rzeczy nie trzeba zawalić całego dnia!
Na śniadanie zjadłam jogurt z jabłkiem. Po szkole oczywiście jak zawsze wszyscy stwierdzili, że chcą iść do McDonalda... Miałam przygotowaną wymówkę, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie będę przesadzać, nie muszę przecież jeść. Zamówiłam sobie iced latte z odtłuszczonym mlekiem, już wiem co teraz będę zamawiać! Całość miałam pewnie ok.20 kcal. W domu z okazji urodzin brata mama zamówiła pizzę... Wszystko chyba chce abym się poddała, ja jednak myśląc o nadchodzących wakacjach ukroiłam sobie połowę kawałka (policzyłam go jako 300 kcal). Może to i pizza, ale na szczęście nie zjadłam jej za dużo.
Teraz przez moment czułam się jednak jak największy grubas świata... Mam aparat ortodontyczny, więc staram się nie żuć gum do żucia, wzięłam sobie z szafki kuchennej miętówkę, ma 15 kcal. I oczywiście jakoś niezdarnie uderzyłam tą landrynką w zamek, który oczywiście się urwał... Czuję się grubo, wszystkiemu winne jedzenie i moje głupie zachcianki. Niby doklejenie tego zamka kosztuje 50 zł, ale to zawsze głupio wydane pięniądze. A po za tym wizytę mam dopiero za dwa tygodnie, więc nie wiem czy przekładać, czy jakoś już przeczekać... I co powiem ortodoncie? No jestem słaba i gruba, zepsułam sobie zamek bo zachciało mi się jeść cukierków... Plus jest taki - nie wiem czy będę jeszcze sięgać kiedykolwiek po landrynki - oficjalnie źle mi się kojarzą.
Dzisiaj może jeszcze się pouczę, mam sporo rzeczy na kolejny tydzień, a nie chce zostawiać wszystkiego na niedzielę. Robię sobie wyzwanie! Chcę aby był to mój pierwszy weekend, w którym nie będę żałować, że zjadłam czegoś za dużo i skończę z przyzwoitymi bilansami. Chce pokazać sobie, że tak się da!
Odebrałam dzisiaj te pastylki wspomagające odchudzanie, mam nadzieję że będą działać!
Do jutra!
PODSUMOWANIE:
- jogurt z jabłkiem i cynamonem 130 kcal
- kawa z mlekiem x2 40 kcal
- kawałek pizzy 300 kcal
- landrynka 15 kcal
- sok pomarańczowy 50 kcal
535 kcal

Naprawdę dobrze Ci poszło! Jestem z Ciebie dumna, że nie zjadłaś w maku, ani nie dałaś się tej pizzie :D
OdpowiedzUsuńSerio 50 zł za przyklejenie zamka? Z rok temu jak mi się odkleił to zrobił to w ramach wizyty... Ci ortodonci to wszędzie teraz znajdą sposób na zarobienie kasy :/
Buziaki
Emma Chota to była moja najukochańsza postać w Bractwie. Też chcę w końcu zacząć się uczyć, nie przekładać wszystkiego na ostatnią chwilę i mam nadzieję, że podołam. Więc będę trzymać i za Ciebie kciuki.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że landrynka poczyniła szkody, ale i tak jestem z Ciebie dumna. Bo przepięknie sobie poradziłaś, Kochana. A Twój bilans również jest bardzo ładny. ♥
Trzymaj się!
Świetnie sobie radzisz, tylko uważaj na siebie! ;)
OdpowiedzUsuńEh, też mam plany nieuczenia się tuż przed testem, a jakoś zawsze tak wychodzi. Sama nie wiem, dlaczego :D
Fajnie, że masz swoją "paczkę". Ja nigdy nie oczekiwałam od innych, że będziemy zgrani. Zawsze były grupki :)
Osiągniesz swój cel, nie obawiaj się. Eh, głupia sprawa z tym zamkiem. Jak trudno Ci jest z tym jak teraz jest? Przemyśl za i przeciw. Jeśli przeszkadza, leć do ortodonty!
Trzymaj się ;3
Ale miałaś akcję z tym aparatem xD Szczerze mówiąc, trochę śmieszną, choć Tobie pewnie do śmiechu nie było. Mi tylko strzelały gumki jak już obwiązywałam zamki xD Ale 50 zeta za przyklejenie zamka to zdzierstwo. Ja tak samo jak Julia, miałam to w ramach wizyty. No chyba, że zamek zgubiłam, to płaciłam stówkę. Ugh.
OdpowiedzUsuńMasz świetny bilans. Jak masz ochotę, to pofolguj sobie w weekend, czemu nie. Nie tylko ograniczeniami żyje człowiek :D
Co do klasy to... daj czas :D Już po wakacjach będzie zupełnie inaczej :)
http://proanamija2018.blogspot.com/2018/05/nie-jestes-motylkiem.html?m=1
OdpowiedzUsuńZrzucenie wagi to walka z samą sobą lub życie w zgodzie ze swoimi postanowieniami . Nie poddawaj się i koniecznie przeczytaj :)